Kable zasilające „for audio” wydają się być nie tylko niekończącą się historią, ale wręcz tematem eksplodującym. Wcześniej były to jakieś niesamowite produkty z miedzi wykopywanej przy pełni księżyca w oplocie z bawełny z nigeryjskich owiec splatanej przez nepalskie dziewice.

Tu mamy nową jakość. No niby standardowy kabel do pralki 3×1,5^2 w podwójnej izolacji z PCV jakby powiedział każdy elektryk. Otóż nie, byłby w błędzie tak potężnym jak parcie do władzy powiatowego polityka. Albowiem nie jest to zwykły kabel, tylko kabel for audio.

 

Owszem, pierwsze uświadczenie powierzchowności kabla może zmylić laika. Jest to bowiem po prostu kabel. Tak jest sprzedawany dystrybutorom:

Najwidoczniej to właśnie dystrybutorzy wzmacniają jego niesamowitość dodając specjalnie wyselekcjonowane niesamowite końcówki, obowiązkowo „for audio”, więc całość po tych zabiegach wygląda np. tak:

albo tak:

(zdjęcia dystrybutora i hifichoice.pl)

Razem dopiero uwalnia to pełną niesamowitość kabla, co w efekcie powoduje, że…

…nie dociąża dźwięku basem, nie wysuwa średnicy na pierwszy plan, ani nie rozjaśnia go w zakresie wysokich tonów – zatem wszystkie trzy główne zakresy pozostają względem siebie dobrane w proporcjach pozwalających zabrzmieć muzyce całościowo, bez wyraźnej dominacji któregokolwiek z nich

a nawet:

… w przypadku wzmacniacza lampowego (…) dźwięk znacznie się wygładził, zyskał na kulturze i stał się mniej nerwowy za to bardziej płynny, wręcz alabastrowy

co w sumie powoduje,  ze:

Między tym japońskim kablem a lampowymi amplifikacjami istnieje jakaś chemia sprawiające, że brzmienie jest po prostu lepsze.

(całość opisu można przeczytać na stronie hifichoice.pl)

Niestety, w tym wszystkim bardzo poważnym zgrzytem jest kompletnie nieaudiofilska cena. Powiedzmy sobie szczerze, niecałe 307 dolarów amerykańskich za 2,5 metra kabla (jeszcze bez wtyczek) to nie jest odpowiednio wysoka półka. Tak doskonały kabel powinien kosztować z rząd więlkości więcej a już przynajmniej z dwa razy więcej. No ale nie można mieć wszystkiego. Mam nadzieję, że chociaż polski dystrybutor stanie na wysokości zadania i wyposaży kabel we wtyczki z wyżarzanego w lawie wulkanu Kilauea rzadkiego izotopu Unobtainium po drobne 15 tysięcy złotych każda. Wtedy już będzie można z czystym sumieniem polecić te kable.

Muszisz się zalogować żeby zostawić komentarz.